Inga Wolna Świat

🚨 Zełenski przeciąga w czasie zawarcie porozumienia.

To z jego punktu widzenia całkiem logiczne. Zarówno on, jak i jego najbliższe otoczenie zdaje sobie doskonale sprawę z tego, że ewentualne zawarcie porozumienia w najbliższym czasie doprowadziłoby do konieczności przeprowadzenia wyborów, o których mów już zresztą Donald Trump. A to z kolei oznaczałoby utratę władzy.

Nie tylko zresztą o pożegnanie się z rządami tu chodzi. Coraz więcej komentarzy wskazuje na to, że Zełenski negocjuje w pierwszej kolejności coś zupełnie innego niż zawarcie porozumienia pokojowego. Otóż chodzić mu może przede wszystkim o gwarancje osobistego bezpieczeństwa oraz bezpieczeństwa finansowego dla niego i jego rodziny. Nieprzypadkowo jego żona pojawia się w kontekście afery korupcyjnej Timura Mindicza. Kwestią czasu jest też zapewne ujawnienie jego osobistego udziału w całym schemacie. Dlatego prawdopodobnie próbuje on teraz w różnych stolicach europejskich wynegocjować azyl polityczny, o który poprosi po oddaniu władzy.

Jako próbę przeciągania czasu i stawiania warunków nie do przyjęcia potraktować można jego ostatnią propozycję (Ostateczna decyzja w rękach narodu?) w sprawie przeprowadzenia referendum dotyczącego przynależności Donbasu. Problem polega na tym, że głosowanie w tej sprawie odbywałoby się na całej Ukrainie, a zatem mieszkańcy np. Lwowa decydowaliby o przynależności terytorialnej Doniecka. Samo w sobie to dość absurdalne. Przypomnijmy, że różnego rodzaju plebiscyty w sprawie przynależności terytorialnej określonego obszaru przeprowadzano zawsze jedynie wśród jego mieszkańców (z historii Polski po I wojnie światowej znamy takie przypadki ze Śląska oraz Warmii i Mazur). W Europie takie referendum odbyło się w 1967 roku na Gibraltarze. O jego związkach z Wielką Brytanią decydowali naturalnie jego mieszkańcy, a nie poddani całego Zjednoczonego Królestwa. Wynik referendum w sprawie Donbasu (pomijając już kwestie uczciwości jego przeprowadzenia i wiarygodności komisji liczącej głosy) byłby łatwy do przewidzenia: mieszkańcy innych regionów Ukrainy nie zgodziliby się na stratę regionu przynoszącego niegdyś zyski całemu państwu ukraińskiemu.

Poza tym, warto przypomnieć, że mieszkańcy Donieckiej Republiki Ludowej już w 2014 roku wyrazili swoją wolę przynależności do Federacji Rosyjskiej, choć sama Moskwa liczyła jeszcze wówczas na kompromis i nie uznała wyników tego głosowania, wciąż wierząc w możliwość implementacji porozumień mińskich.
589